Close

What would you like to search for?

Close

Ze strefy komfortu, do życia wyższych serfer!

Czego nauczyłam się o sobie przy pierwszym spotakniu z deską surfingową – o sowim doświadczeniu podczas treningów z Björnem Dunkerbeckiem na Gran Canarii opowiada Kerstin Natzaschka.

„Prawdę mówiąc nigdy nic nie wygrałam, mimo iż często brałam udział w różnych konkursach. Kto by przypuszczał, że moja pierwsza wygrana będzie tak wspaniałym przeżyciem?!

Dzięki konkursowi Juice PLUS+ w grudniu zeszłego roku mogliśmy spędzić na Gran Canarii długi weekend połączony z niesamowitym wyzwaniem, jakim było spotkanie Björna Dunkerbeck i wspólny trening. Czy surfowałam? Nigdy!. Wiosłowałam? Też nie. Gran Canaria? Nigdy nie byłam.

Radość była ogromna, wiedziałam, że to będzie wspaniały czas. Nie przypuszczałam jednak, że będzie TAK cudowanie, a wspomnienia już na zawsze zostaną w mojej pamięci.

Gdy wychodziłam z lotniska w Las Palmas od razu udzielił mi się wakacyjny nastrój. Z lodowatej pogody w Niemczech prosto na słońce. 24 stopnie, okulary przeciwsłoneczne, palmy, wspaniały klimat, cudowny hotel, morskie powietrze – lepiej być nie mogło.

Drugiego dnia dotarli do nas pozostali zwycięzcy konkursu z Niemiec i Angli - szybko stało się jasne, że jesteśmy najlepszym teamem surferów :) W pełni zmotywowani czekaliśmy na popołudniowe zajęcia z 41-krotnym mistrzem świata w surfowaniu. W pięknej zatoce Playa de Mogán, po krótkim wprowadzeniu „na sucho“ poszliśmy na wodę. Wbrew moim oczekiwaniom utrzymanie się na desce było całkiem łatwe, wykonywaliśmy więc kolejne okrążenia słuchając rad Björna, który cały czas pływał obok nas. Szybko zorientowałam się, że nie równowaga jest problemem, lecz mój brak mięśni rąk. Przemilczę fakt zakwasów w całym ciele następnego dnia.

Po zajęciach mieliśmy czas na rozmowę z Bjornem -  do tej pory nie miałam do czynienia z surferami – ale stereotyp wyluzowanego gościa potwierdził się w 100 %.

Po tym treningu motywacja na następny dzień była ogromna. Razem z naszą serferferską grupą Juice PLUS+ mieliśmy wziąc udział w zawodach na Playa d’Amadores. O udziale w zawodach dowiedziałam się krótko przed wyjazdem i mówiąc szczerze nie byłam pewna, czy nie był to żart. Gdy zobaczyłam zawody dla dzieci, które pływały z prędkością 100 km/h jedyne co przyszło mi na myśl, to : „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni“... 

Tego dnia strasznie wiało, tworzyły się ogromne fale i często lądowaliśmy w wodzie. Mimo to wśród nas wyłoniło się kilku prawdziwych surferów. Oglądanie profesjonalnych zawodów samo w sobie było wielkim przeżyciem, w czasie przerwy widzieliśmy wszędzie surferów zajadających się batonami Juice PLUS+, które były częścią pakietu startowego.

Tego dnia poczuliśmy się zwycięzcami ze względu na cudowny nastrój, który nas połączył. Nie mogliśmy nic na to poradzić, że udzielił się nam cały ten luz i spokój surferów – po prostu się nim cieszyliśmy. Żadnych terminów, komórek, zegarka –zamiast tego słońce, plaża, zimne napoje i wspaniali ludzie. Trudno to opisać, ale wydaje mi się, że na zdjęciach widać radość na naszych twarzach.

Po ceremoni wręczenia nagród w Beachclub oceniliśmy w barze nasze osiągnięcia sportowe, dochodząc do wniosku, że do tej pory wyspa nie gościła tak utalentowanych surferów jak my ;)

Możemy jedynie podziękować firmie, że umożliwiła nam przeżycie takiej przygody. Przygody, której nikt z nas wcześniej nie doświadczył. Poznaliśmy legendę surfingu, chodziliśmy boso po gorącym piasku, gdy w naszych domach wyjmowano świąteczne dekoracje, poznaliśmy nowych ludzi.

DZIĘKUJEMY, że daliście nam te cudowne wspomnienia, to był dla nas niezapomniany czas!”

Dodaj komentarz

Chcesz coś skomentować? Zrób to. Pamiętaj, że wszystkie komentarze są kontrolowane. Wszystko, co zostanie uznane za spam, będzie usunięte. Postaraj się, by post był interesujący dla wszystkich rozmówców.